Przedruk z "Garabandal Magazine"Styczeń-Marzec 1995

Ból nękający przez osiem lat kanadyjskiego lekarza-
dentystę,
ustał, kiedy został on pobłogosławiony
medalikiem pocałowanym przez Matkę Bożą z
Garabandal.
Odnowione życie
Michael Rozeluk, D.D.S.

UAKTUALNIONE: PO 8 LATACH
Rok 1986 zapowiadał się wspaniale dla mnie i mojej rodziny. Moja praktyka dentystyczna odnosiła duże sukcesy. Naszym dwojgu dzieciom, dziesięcioletniej Natalce i sześcioletniemu Andrejowi wiodło się bardzo dobrze w szkole. Cieszyło mnie uprawianie prawie każdej dyscypliny sportowej: hokej, bejsbol, tenis, rakiety, pływanie, narciarstwo wodne, golf i tak dalej.

    Moje dzieci i ja uwielbialiśmy bawić się piłką w letnie wieczory. Jako wolontariusz, pełniłem funkcję prezydenta Stowarzyszenia Młodzieży Ukraińskiej. Helen uczyła na niepełnym etacie w szkole ukraińskiej i zawoziła nasze dziece na różne zajęcia sportowe i muzyczne. Helen i ja właśnie przyłączyliśmy się do chóru, który przygotowywał się do swego premierowego przedstawienia z nowym dyrygentem, które miało odbyć się w marcu tego roku. We wszystkim byliśmy dobrze rozwijającą się, aktywną i szczęśliwą rodziną.

    19 lutego 1986 r wyjechałem jak zwykle na próbę chóru. Helen nie czuła się zbyt dobrze i nie było jej ze mną tego wieczoru. Wyjeżdżając z powrotom do domu, zatrzymałem się na skrzyżowaniu przygotowując się do skrętu w lewo. W tylnym lusterku zauważyłem przesuwające się z zawrotną prędkością przednie światła samochodowe. Ostatnią rzeczą jaką pamiętam były te dwa światła prawie nade mną. Do dziś nie pamiętam jak znalazłem się poza samochodem, ale jedno co pamiętam to to, że stałem wsparty o dach samochodu, który przekoziołkował na drugą stronę skrzyżowania. Czułem się słabo i odczuwałem mdłości. Ostatecznie na miejsce wypadku przybył policjant i ukarał drugiego kierowcę za nierozważną jazdę. W rogu skrzyżowania była stacja pogotowia, ale nikt z uczestników wypadku, ani policjant nie pomyśleli aby zabrać mnie do szpitala. Polecili, abym udał się do domu własnym samochodem.

    Jakoś udało mi się dotrzeć do domu tego wieczoru. Ale następnego ranka naprawdę mnie powaliło. Nie mogłem się ruszać. Odczuwałem rwący ból w głowie, szyi, ramionach i plecach. Musiałem odwołać wizyty wszystkich pacjentów i udałem się do mego lekarza. Tak zaczęło się osiem niekończących się lat prześwietleń, wizyt u lekarzy, prawników, terapeutów, specjalistów, nawet u psychiatry na różne terapie i kontrole, które nie pomagały na długo, a nawet wcale. Złe reagowałem na większość z przepisywanych leków i nie mogłem ich używać. Jedynym lekiem przeciwbólowym, który mogłem przyjmować i który mi nie szkodził, był Tylenol-3, który przyjmowałem z zegarową dokładnością przez osiem lat. Helen musiała odnawiać recepty na 100 tabletek Tylenolu-3 co tydzień. Co mówili lekarze? Nastąpiło trwałe uszkodzenie szyi i szczęk (TMJ). Nic nie można było zrobić. Miałem w perspektywie na przyszłość postępujący artretyzm szyi i górnej części pleców oraz odejście na rentę w ciągu pięciu lat.

Inny sposób życia

Po wypadku odczuwałem nieustanny ból przez siedem dni w tygodniu. Tylenol-3 sprawiał tylko, że był on trochę znośniejszy, ale nie zawsze. Często przychodziły okresy 40 godzinnego, rwącego bólu którego nie łagodziły żadne środki przeciwbólowe. W tych okresach musiałem leżeć płasko na plecach, na podłodze, nie mogąc się poruszyć, nie mogąc jeść. Bardzo często ból powodował u mnie wymioty.

    Byłem także chodzącym barometrem, zdolnym przewidzieć zmiany pogody z 48 godzinnym wyprzedzeniem, lepiej niż prognozy pogody. Wolałbym nie przypominać sobie o dwóch dniach, poprzedzających nadejście tornada, które uderzyło pewnego roku w społeczność zamieszkałą blisko naszego miasta.

    Skończyły się radosne chwile jakie spędzałem na spotkaniach młodzieżowych. Chodziłem tylko na spotkania na których musiałem koniecznie być, leżąc na podłodze przez cały czas zebrania. Ogromnie bolesne było dla mnie gdy po przebudzeniu, każdego ranka próbowałem podnosić moje dzieci. One dziwiły się dlaczego byłem zawsze na nie zły. Mówiłem aby zostawiły mnie w spokoju bo jestem zdenerwowany.

    Nasze życie towarzyskie zanikło prawie całkowicie. W ciągu wielu lat musieliśmy odwołać dużo moich zaproszeń, tak, że straciliśmy całkowicie kilku przyjaciół. W biurze nie mogłem normalnie pracować, walcząc ciągle z bólem. Wiele razy ktoś z mego biura musiał odwozić mnie do domu, ponieważ sam bym nie zdołał. Po sześciu tygodniach od wypadku oboje moi pracownicy upuścili mnie, ponieważ nie mogli wytrzymać napięcia spowodowanego całą sytuacją. Helen musiała zastąpić jednego z nich, zanim znaleźliśmy kogoś na miejsce mojego asystenta. Dziękuję Bogu, że większość moich pacjentów rozumiała moje problemy i nie przejmowała się kiedy musiałem odwoływać spotkania, czasami w bardzo krótkim terminie. Zdarzało się to tak często, że niektórzy woleli zadzwonić tuż przed wyjściem z domu, aby upewnić się czy jestem dostępny. Pomiędzy lutym 1986 r a kwietniem 1994 traciłem od pół do dwóch i pół dnia roboczego w każdym tygodniu, mam to udokumentowane w moich formularzach. Nie trzeba chyba tłumaczyć, jak to wpływało na naszą sytuację finansową. Dziękuję Bogu, że moja praktyka nie upadła całkowicie i że był On z nami w najgorszych chwilach.

    W rezultacie popadłem w ciężką depresję, w czasie której jedynym moim wsparciem była moja rodzina (moja żona Helen, moja matka Irene i brat Jerry). Wiele razy prosiłem Helen by wzięła siekierę i uderzyła mnie w głowę lub w szyję i uwolniła mnie z tej nędzy i agonii w której nikt nie mógł mi pomóc w żaden sposób.

    Oprócz kłopotów jakie miałem z tego powodu w mojej pracy, musiałem też zrezygnować z mojej działalności jako wolontariusz. Zamykałem się w sobie; życie traciło swą wartość.

Zmieniające się nastawienie

W tamtym czasie nie byłem szczególnie religijny, ale zaczynałem się zmieniać.

    Było to głównie spowodowane niesamowitym wsparciem jakie otrzymywałem ze strony mojej żony Helen i mojej matki, obojga wierzących osób. Nagle zacząłem modlić się po nocach. Zacząłem czytać Pismo Święte i przyrzekłem Bogu, że będę czytał je każdej nocy przez resztę mego życia. Bez żadnych warunków.

    Modliłem się głównie za moją matkę, którą kochałem bardzo, a u której właśnie wykryto raka. I kiedy ja modliłem się za nią, ona modliła się aby Bóg mi pomógł.

    To z powodu mojej matki, Helen i ja postanowiliśmy pojechać do Garabandal. Ona rzeczywiście żyła swoją wiarą, poświęcając wiele swojego czasu Kościołowi i lidze kobiet, odwiedzając chorych i przygotowując dla nich posiłki nawet wtedy gdy sama nie czuła się dobrze. Często wyjeżdżała w weekendy na rekolekcje z ligą kobiet.

    Po wielu próbach leczenia, które okazały się nieskuteczne, lekarze oświadczyli, że nic więcej nie można zrobić, była ona zrezygnowana z tego powodu. W lecie 1993 r Helen i ja zdecydowaliśmy, że pielgrzymka dobrze jej zrobi. Wiedziałem że chce ona wziąć udział w pielgrzymce ale nie sama. Powiedziałem jej więc, że planujemy pojechać do Garabandal i obiecaliśmy, że będziemy trzymać się razem. Była ona niezmiernie szczęśliwa i miała nadzieję że będzie żyła dostatecznie długo, aby zdążyć pojechać.

    Jednak na przełomie września i października 1993 r., jej warunki zdrowotne nagle się pogorszyły. Teraz kiedy się modliłem prosiłem Boga o to, że jeżeli chce ją wziąć, będzie to Jego wybór. Pan zabrał ją do siebie 14 listopada 1993 r. Byłem oczywiście bardzo smutny z tego powodu, ale także szczęśliwy, chociaż ją straciłem. Całkowicie zapomniałem o naszej planowanej pielgrzymce do Garabandal.

Podróż

Krótko po Nowym Roku i naszym ukraińskim Bożym Narodzeniu, coś zaczęło mnie niepokoić. Przypomniałem sobie, że obiecałem mojej matce pojechać do Garabandal i ta myśl nie dawała mi spokoju. Powiedziałem o tym Helen i zdecydowaliśmy się przyłączyć się do grupy Pracownicy Matki Bożej z Góry Karnel, wyruszających do Garabandal na Wielki Tydzień i Wielkanoc .

    Wylecieliśmy z Toronto do Nowego Jorku gdzie spotkaliśmy się z resztą grupy, ale zanim wyruszyliśmy nie mówiłem że jedziemy do Garabandal, ale tylko do Hiszpanii. Nawet podczas podróży do Nowego Jorku, mówiłem do Helen, że właściwie to nie wiem dlaczego tam jadę. Nie byłem wtedy zbytnio religijny i nie należałem do ludzi chodzących z Pismem Świętym w ręku, czy modlących się cały dzień. Powiedziałem do Helen, że będziemy najmłodszymi uczestnikami pielgrzymki i że wziąłem ze sobą powieść szpiegowską na wypadek nudy. Jakże bardzo się myliłem jeśli chodzi o ludzi jadących do Garabandal! I ta podróż była najlepszą rzeczą jaką kiedykolwiek w życiu zrobiłem. Ona uratowała moje zdrowie, moje życie rodzinne, moje małżeństwo, karierę i co najważniejsze moją duszę.

    Na lotnisku w Nowym Jorku, Helen i ja natychmiast rozpoznaliśmy Joey'a i Marilynn Lomangino, ponieważ widzieliśmy wcześniej niezliczoną ilość ich zdjęć. Rosemarie Melenchuk, przewodnik grupy, przywitała nas, ale byliśmy zbyt nieśmiali aby podejść do Joey'a. Jednak byliśmy poruszeni tym że uczestniczy on w pielgrzymce.

    Przybyliśmy bezpiecznie do wioski San Sebastian de Garabandal i była ona taka Jaką sobie wyobrażaliśmy, cicha, spokojna, otoczona malowniczymi krajobrazami. Czuliśmy się tam bardzo dobrze, jednak ból nadal mnie nie opuszczał. Miałem swoje lekarstwo i przyjmowałem Tylenol-3 z zegarową dokładnością.

    We wiosce zapowiedziano, że Joey wygłosi konferencję na temat swoich doświadczeń, po południu następnego dnia, w tutejszym kościele. Oczywiście Helen i ja planowaliśmy tam być.

    Po konferencji razem z innymi uczestnikami udaliśmy się aby uczcić medal (pocałowany przez Matkę Bożą z Garabandal). Jak zwykle czułem ból w szyi, ramionach i szczęce. Ale kiedy pocałowałem medal Joey'a — stało się coś czego nie potrafię wyjaśnić do dziś — było to jakby cała moja energia przepłynęła nagle przez moje ciało w dół do moich nóg. Do dziś ciągle pamiętam to uczucie. Ledwo mogłem stać i upadłbym, gdybym nie przytrzymał się ławki. Helen klęczała i modliła się kiedy wróciłem z powrotem, ale nie miałem siły więc po prostu siadłem na miejscu. Powoli wróciły mi siły i wtedy i tylko wtedy mogłem uklęknąć do modlitwy. Nadal odczuwałem ból. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem podobnego uczucia. Myślałem, że było to spowodowane górskim powietrzem albo przemęczeniem. To nie było zwyczajne uczucie słabości. Kilka dni później, Bob House, jeden z uczestników pielgrzymki, zauważył że coś się ze mną dzieje. Może zauważył wyraz bólu lub sposób w jaki się poruszałem. Podszedł do nas i opowiedziałem mu o wypadku i następującym po nim chronicznym bólu. Bob zasugerował, abym poprosił Joey'a , by położył medalik na mojej szyi, ale ja powiedziałem, że nie po to przyjechałem do Garabandal. Przyjechałem ze względu na móją matkę, aby wypełnić obietnicę modlitwy za nią. Powiedziałem, że jeżeli coś miało się stać, to już by się wydarzyło a ja nie mam zamiaru prosić za siebie.

    Wielki Piątek był zimnym i wilgotnym dniem, co tylko potęgowało moje cierpienie. Wielka Sobota była jeszcze gorsza. Brałem Tylenol-3 co trzy godziny, aby móc w ogóle poruszać się. Wieczorem sytuacja jeszcze się pogorszyła. Nie spałem całą noc.

    W Wielkanocny poranek, 3 kwietnia nie byłem w stanie wstać z łóżka, aby przyłączyć się do procesji po uliczkach wioski. Ból był tak silny, że nie mogłem nawet podnieść głowy kiedy mieszkańcy wioski przechodzili obok domu, w którym mieszkaliśmy, śpiewając różaniec. Po przyjęciu dwóch dodatkowych dawek Tylenolu-3, zdołaliśmy jakoś później uczestniczyć we Mszy Św. celebrowanej przez duchowego przewodnika pielgrzymki, ojca Thomasa Blessina. O godzinie 6:00 przyjąłem ostanie dwie dawki Tylenolu-3.

Uzdrowienie
    O godzinie ósmej poszliśmy na posiłek, ale nie chciało mi się jeść, Helen jednak przynaglała mnie by pójść. Kiedy weszliśmy do gospody pod Serafinem, najstarszy brat widzącej Conchity, Bob House, wszedł i zapytał czy Joey położył medalik na mojej szyi. Odpowiedziałem, że nie prosiłem go o to. Bob wziął mnie za ramię tam gdzie stał Joey, w kącie izby i powiedział: "Joey, tutaj jest człowiek, który cierpi na bóle pleców". Joey jak zawsze dżentelmen, natychmiast wziął swój medalik i poprosił by przesunąć jego rękę tam gdzie jest bolesne miejsce. Nie wiem co mówił, ale wydaje mi się że to była modlitwa. Następnie powiedział, abym się modlił i kiedy przykładał medalik, powiedział "Pamiętaj wszystko zależy od Boga, a wszystko co ja mogę dla ciebie zrobić - to modlić się. " Podziękowałem mu. Nie odczuwałem wtedy żadnej zmiany, a niezmierny ból nadal mi dokuczał. Zjedliśmy posiłek i wyszliśmy pakować bagaże, ponieważ mieliśmy w planie wyjazd nazajutrz rano. Dwie godziny później po spakowaniu się, instynktownie sięgnąłem po moje lekarstwo. Nagle uświadomiłem sobie że nie odczuwam żadnego bólu w mojej szyi, plecach i szczęce. Moja szyja nie czuła się tak od wielu lat, w rzeczywistości nie pamiętam, kiedy ostatni raz nie odczuwałem bólu. Odmówiłem modlitwy przed pójściem do łóżka i nie wziąłem żadnego lekarstwa, myśląc że będę musiał wziąć je w środku nocy. O 2:00 w nocy przebudziłem się by pójść do łazienki, po czym siadłem i znów sięgnąłem po lekarstwo. Ale zaraz, nie ma żadnego bólu. Czułem się znakomicie! Byłem pewien, że ból zaatakuje mnie rano. ale okazało się że nie potrzebowałem żadnego lekarstwa. Odmówiłem różaniec, dziękując Matce Bożej za te kilka godzin ulgi.

    Przebudziłem się wcześnie rano w poniedziałek i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu czułem się cudownie. Dziękowałem Bogu i czekałem aż ból zaatakuje mnie później. Moja żona nic nie wiedziała o tych kilku cudownych godzinach. Kiedy wychodziliśmy do autobusu, czekałem wciąż aż ból nadejdzie później, ale nie nadchodził.

    Bob House, cudowny Bob, podszedł do mnie gdy wsiadaliśmy do autobusu i nie wiedząc nic o tym co się ze mną stało, dał mi swój medalik, który był dokładną repliką medalika jaki miał Joey i powiedział aby używać go codziennie. Robiłem to zawsze wiernie, a medalik noszę zawsze przy sobie.

    Kiedy autobus był w drodze na lotnisko w Santander, pomyślałem, że byłoby nie w porządku gdybym nic nie powiedział Joeyowi i reszcie grupy o tych cudownych kilku godzinach jakich właśnie doświadczyłem Osiem godzin bez bólu było czymś niesamowitym dla mnie i opowiedziałem o aktualnym stanie mego zdrowia wszystkim obecnym w autobusie.

    Całą drogę oczekiwałem kiedy ból mnie zaatakuje, ale nie atakował. Nasi nowi przyjaciele przychodzili i pytali czy ze mną wszystko dobrze, a ja odpowiadałem : Tak.

    Helen i ja straciliśmy połączenie lotnicze do Ontario z Nowego Jorku i musieliśmy czekać dłużej w tym i tak wyczerpującym dniu podróży. Kiedy przybyliśmy do domu bardzo późno było zimno i padało - była to pogoda przy której musiałem pozostawać w domu. Następnego dnia moi współpracownicy w biurze byli bardzo zdziwieni, kiedy stawiłem się do pracy. Pogoda była okropna i wiedzieli, że w dni takie jak ten, nie był bym w stanie pracować. Patrzyli na moja twarz, słuchali jak mówię, widzieli jak energicznie się poruszam i nie mogli pojąć co się z Majkiem stało ?

Nowe życie

Od tego czasu, wszyscy moi pacjenci byli zdziwieni niesamowitymi zmianami, jakie dokonały się we mnie. Byłem znów jak stary Dr. Mike przed wypadkiem. Żartowałem, byłem szczęśliwy, promieniowałem radością. Pogoda nie miała na mnie już wpływu, a Helen żartowała, że straciła jej chodzący barometr. Miałem ogromną ilość energii pracując i prowadząc swój zespół nieraz do wyczerpania. Ciągle powracałem do historii o Garabandal. Kiedyś mój asystent powiedział do swojej matki "Mike jest tak szczęśliwy, że nie mogę tego dłużej wytrzymać". Ona nie znała mnie przed wypadkiem. Mogłem znów uczęszczać do klubu golfowego, podnosić ciężkie przedmioty i robić wszystkie te rzeczy, których nie mogłem robić przez ostatnie osiem lat. To było cudowne.

    Odtąd Helen i ja wygłaszamy przemówienia na temat Garabandal i będziemy to robić tak długo jak będziemy mogli. Dziękuję tym wszystkim, którzy cieszą się zemną i jeżeli taki jest plan Boży, że ból znowu powróci, niech nie martwią się o mnie. Otrzymałem jeden z największych darów jaki ktokolwiek mógł otrzymać. Czułem się bardzo szczęśliwy po tych kilku godzinach i teraz po siedmiu miesiącach (aktualnie mija już pięć lat bez żadnego bólu). Każdy może sobie wyobrazić za jakiego szczęściarza się uważam.

    Dzięki temu nieoczekiwanemu darowi, życie mojej rodziny, przyjaciół i pacjentów zmieniło się na lepsze, nie wspominając innych, którzy widzieli mnie cierpiącego przez wiele lat.

    Helen i ja modlimy się, aby oni też byli nagrodzeni i abyśmy wkrótce byli świadkami Wielkiego Cudu. Do dziś zadaję pytanie: Dlaczego to przytrafiło się mnie? Nie znam odpowiedzi. Jak długo to będzie trwało -jedynie Bóg wie. Ale dziękuję Mu każdego dnia za niezmierne błogosławieństwo jakim mnie obdarzył. ***