Przesłanie z Garabandal
4

W 1947 (tysiąć dziewięćset czterdziestym siódmym) roku Józef Lomangino stracił wzrok i powonienie w dziwnym wypadku, który przerwał jego nerwy odpowiedzialne za wzrok i powonienie. Po długim i bolesnym okresie rehabilitacji stał się w 1961 (tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym pierwszym) roku przedsiębiorcą mającym sukces ale i odczuwającym wielkie przeciążenie pracą. Lekarz zasugerował mu spędzenie wakacji w Europie, więć zostawia on swój dom w Lindenhurst w Nowym Jorku i ze swoimi krewnymi jedzie by odwiedzić swego wujka w południowych Włoszech.

    W tym czasie Józef nie był zbyt religijny, ale wskutek nalegań swego wujka zgodził się odbyć długa podróż samochodem do San Giovani Rotondo gdzie żył mający stygmaty Ojciec Pio. Ten franciszkański zakonnik z ranami Chrystusa na swoich rękach i stopach, i boku był czczony jako żyjący święty. Ale Józef nie przewidywał spotkać się z nim osobiście. Po zakończonej Mszy Świętej Józef znajdował się tam w pewnym pokoju razem z kilku innymi mężczyznami, żeby otrzymać błogosłwieństwo Ojca Pio, gdy on będzie tam przechodził.

    Oto jak Józef Lomangino mówi o tym spotkaniu: "Gdy Ojciec Pio wszedł do pokoju wszyscy uklęknęliśmy, żeby otrzymać jego błogosławieństwo i Ojciec Pio szedł przed nami wzdłuż pokoju poczynająć od lewej naszej strony. Wtem usłyszałem odgłosy klękania i nie wiedziałem co się dzieje. Ojciec Pio objął mnie i ucałował mnie w czoło. Powiedział przy tym: 'Józiu, jestem tak szczęśliwy, że cię widzę.' I mój wujek powiedział mi, że to był Ojciec Pio, który mnie objął, a mi brakowało słów ze zdumienia, ponieważ byłem prawie ostatnim, który tam przyszedł i nikt nie wiedział, nawet ja sam, że idę na spotkanie z Ojcem Pio."

    Józef był głęboko wzruszony i dwa lata później wrócił do San Giovani . Tym razem postanowił pójść do spowiedzi do Ojca Pio.

    Tak on to opowiada: "Wszedłem do konfesjonału Ojca Pio, uklęknąłem na klęczniku a Ojciec Pio siedział na wprost mnie. On mnie wziął za rękę w ten sposób i ja byłem wstrząśnięty, bo ja myślałem, że ten konfesjonał jest zrobiony na styl amerykański i ma kratę między księdzem a penitentem. Wtedy kiedy klęczałem i Ojciec Pio trzymał mnie za rękę, powiedział mi po włosku: 'Józiu, spowiadaj się.'. I mówiąć szczerą prawdę byłem zawstydzony, bo nie prowadziłem dobrego życia, byłem całkowicie zbity z tropu, zupełnie ogłupiałem w tym momencie. Nie wiedziałem co mówić. Więc Ojciec Pio wziął mnie tak za rękę i powiedział:'Spowiadaj się'. I znowu nie mogłem nic z siebie wydusić.

    Następnie posługująć się doskonale językiem angielskim powiedział mi: 'Józiu' -mówił- 'czy pamiętasz kiedy byłeś w barze z kobieta o imieniu Barbara i czy pamiętasz jakie grzechy popełniłeś?' i mówiąć wyśmienicie po angielsku posuwał się dalej w wymienianiu po kolei osób, z którymi przebywałem, miejsc gdzie byłem i grzechów, które popełniłem. Oczywiście, spociłem się przy tym, ale otrzymałem łaskę Boża, żeby zrozumieć, że jeśli muszę wytrzymać to wszystko, żeby być ponownie wesołym, to warto. Rzeczywiście wierzyłem, że Ojciec Pio może mi pomóc. Więc, oczywiście, kiedy on doszedł do końca moich grzechów, a to wszystko wydawało się trwać jakby tysiąc lat, zapytał mnie po włosku: 'Czy żałujesz za grzechy?' i ja odrzekłem: Tak, ojcze Pio. Następnie dał mi on rozgrzesznie a moje oczy zaczęły przetaczać się w mojej głowie i począłem przecierać moje oczy w ten sposób. Wirowało mi w głowie, dalej przecierałem oczy, a w głowie nadal mi się kręciło. Nagle wszystko się uspokoiło a on podniósł swą rękę za stygmatem do moich warg w ten sposób. Pocałowałem stygmat, a Ojciec Pio uderzył mnie lekko w policzek i mówi mi po włosku: 'Józiu, trochę cierpliwości, trochę odwagi i wszystko będzie dobrze'. Miałem wtedy 33 (trzydzieści trzy) lata a czułem się jakbym miał 16-cie (szesnaście). Miałem mocne postanowienie poprawy, żałowałem za wszystkie grzechy, które popełniłem w moim życiu. Czułem się tak dobrze i tak czystym, że nie chciałem już mieć do czynienia z nikim, bo obawiałem się, że nawet rozmawiająć mógłbym utracić łaskę, która otrzymałem."

    Ale była jeszcze jedna łaska przygotowana dla Józia gdy uklęknął z innymi mężczyznami, by otrzymać błogosłwieństwo od Ojca Pio.

    Józef Lomangino w ten sposób to przedstawia. "Kiedy w 1947 (tysiąć dziewięćset czterdziestym siódmym) roku miałem zranienie tutaj, straciłem powonienie a cała ta rana została zaszyta. A to jest trzy calowe złamanie kości wzdłuż tego łuku; nie tylko straciłem oczy ale też i powonienie. Tak więć kiedy klęknąłem, żeby otrzymać błogosławieństwo od Ojca Pio poczułem zapach róż, który wychodzi z krwi jego rak. Kiedy poczułem zapach przestraszyłem się i cofnąłem się ku ścianie, podniosłem ręce ku górze, by się zasłonić; nie wiedziałem co to było.

    Ojcie Pio pociągnął moją rękę na dół i powiedział mi po włosku: 'Józiu, nie bój się', i dotknął w ten sposób grzbietu mojego nosa i zmysł powonienia został mi przywrócony po 16-tu (szesnastu) latach jego niefunkcjonowania od dnia wypadku w czerwcu 1947 (tysiąć dziewięćset czterdziestego siódmego) roku."

    Józiu był przepełniony pokojem i radością i nie chciał opuścić San Giovani, jednakże jego towarzysz podróży przypomniał mu o ich uprzedniej ugodzie, że spędzą część ich wakacji w miejscu zwanym Garabandal.

    Mówi Józef Łomangino: "Kiedy Mario przypomniał mi, że mamy odjeżdżać stad i jechać do Garabandal, ja rzekłem : Mario skądże możemy wiedzieć, czy to jest prawdziwe? Może to nie jest prawdziwe objawienie, może to jest podstęp szatański żebym utracił łaski, które co dopiero otrzymałem. Pójdźmy zapytać Ojca Pio. On odpowiedział: 'OK'. Oczywiście księża, którzy współpracowali z Ojcem Pio przyjmowali nas zawsze wielkodusznie więc poszliśmy do nich i ja zapytałem: Chciałem rozmawiać z Ojcem Pio. Czy to jest możliwe? A kapłan odpowiedział 'Ależ tak, Józiu'. Więc uczyniliśmy stosowne ustalenia i tegoż samego dnia przyszliśmy z powrotem i przywitaliśmy Ojca Pio w klasztorze. Kiedy klęknąłem powiedziałem do Ojca Pio: Ojcze Pio, czy to jest prawda,że Maryja Panna ukazuje się czwórce dziewcząt w Garabandal? I on odpowiedział: 'Tak'. A ja mówię: Ojcze Pio, czy ja powinienem tam iść? On odpowiedział :'Tak, dlaczego by nie?' Tak też się stało. Ponieważ Ojciec Pio zapewnił mnie, że Maryja się objawia i pozwolił mi iść, więć nie bałem się i poszedłem."

    Luty, rok 1963 (tysiąć dziewięćset sześćdziesiąty trzeci), jest pod znakiem pierwszej z wielu wizyt Józefa Łomangino w Garabandal. W tamtych czasach specjalnie w miesiącach zimowych, jednym z niewielu sposobów dostania się do wioski po górskich serpentynach, była jazda na dwukołowym wozie ciągniętym przez woła.

    Wkrótce po przybyciu do wioski Józef spotkał dzieci, którym ukazywała się Matka Boża. Natychmiast był pod wrażeniem ich prostoty i szczerości.

    Koncita stanie się jego bliską przyjaciółką. Józef był także poruszony przesłaniem objawień i potrzebą oznajmiania go innym ale czuł się nieużyteczny z powodu swego kalectwa.

    Oto jego słowa: "Powiedziałem sobie: Co ja mogę zrobić aby Ojciec Pio i Garabandal byli lepiej znani na całym świecie.? Co ja mogę? Co może uczynić jakiś tam niewidomy?. Nigdy nawet nie występowałem w szkolnym teatrzyku, oto jaki byłem nieśmiały".

    Józef wrócił do domu. Miał album ze zdjęciami Ojca Pio i dziewczynkami z Garabandalu w ekstazie z opisami alfabetem Braille'a. Następnie odwiedził domy swych przyjaciół i krewnych mówiąć im o sławnym stygmatyku i przedziwnych wydarzeniach mających miejsce w Garabandal. Ten malutki początek przerodzi się w apostolat o zasięgu światowym.
 

... 5
Kolorowy i czamo-biały film, 54 minuty.
I
II
III
IV
V
VI