Przesłanie z Garabandal
2

Wśród wielu kapłanów, którzy przyszli do Garabandalu, żeby zgłębić te wydarzenia był jeden jezuita Ojciec Ludwik Andreu. Był on błyskotliwym młodym profesorem teologii i uważano go za świątobliwego kapłana. Ojciec Andreu był sceptyczny podczas swego pierwszego pobytu tutaj, lecz po wnikliwej obserwacji dziewcząt będących w ekstazie zdał sobie sprawę, że coś poważnego się im przydarza.

    Ósmego sierpnia 1961 (tysiąć dziewięćset sześćdziesiątego pierwszego) roku Ojciec Andreu ponownie odwiedził wspomnianą wioskę. Tej nocy był on pośród tłumu obserwującego dziewczynki w ekstazie w sosnowym zagajniczku, gdzie wizje często miały miejsce. Nagle pojawił się wyraz napięcia na jego twarzy. Krople potu wystąpiły na jego czole i wykrzyknął on: "Cud, Cud, Cud, Cud!"

    Wczesnym rankiem dnia następnego, jadać do domu samochodem z przyjaciółmi powiedział on: "Jakiż to dar mi dała Najświętsza Panienka. Jacy szczęśliwi jesteśmy mająć taka Matkę w niebie. Ten dzień jest najszczęśliwszy w moim życiu." Po tym delikatnie zakaszlał i skłonił swoja głowę. Ojciec Andreu już nie żył.

    W późniejszym objawieniu Błogosławiona Maryja Dziewica powiedziała dziewczynkom, że ósmego sierpnia Ojciec Andreu nie tylko widział Ją ale także zobaczył przyszły Wielki Cud.

    Wiejski kościół był jednym z miejsc, które dziewczynki najczęściej odwiedzały w czasie ekstazy. Wchodziły do niego i modliły się przed tabernakulum. Niestety to przyczyniło się do powstania problemów. Tłumy, które wchodziły za dziewczynkami do środka, czyniły takie zamieszanie, że musiał być wprowadzony w życie diecezjalny nakaz o zamknięciu kościoła. Od tego czasu przychodzą one tylko pod zamknięte drzwi kościoła. Jako przykład posłuszeństwa biskupowi, Maryja nie wprowadza już więcej dziewczynek do wnętrza kościoła.

    Z początkiem pażdziernika 1961-go (tysiąć dziewięćset sześćdziesiątego pierwszego) roku, zachwyty mistyczne dziewcząt napełniają wszystkich podziwem. Skoro tylko doznawały ekstazy nic nie mogło ich wytrącić z niej. Były one szczypane, kłute szpilkami, przypalane gorącymi zapałkami, sypano im piasek w oczy, ale nie powodowało to żadnej reakcji. Światła potężnych lamp błyskowych aparatów fotograficznych wyzwalane w odległości kilku tylko stóp od nich nie powodowały u nich mrugania oczyma.

    Poruszały się one szybko i precyzyjnie maszerując do przodu lub do tyłu bez patrzenia dokąd zmierzają. Szczególne wrażenie wywierało ich nocne schodzenie tyłem, na złamanie karku, po gwałtownym zboczu, od sosen do wioski.

    Tysiące razy dziewczynki oddawały dewocjonalia ich prawdziwym właścicielom, bez czynienia jakiejkolwiek pomyłki. A czyniły to nie patrząć ani na przedmiot ani na osobę. Zwykle te przedmioty były składane jedne na drugich na stole w domu jednej z dziewcząt, podczas ich nieobecności. Czasami różańce i medaliki z łańcuszkami splątywały się razem. Ale to nie było problemem. Dziewczynka w ekstazie brała przedmioty ze stołu i trzymała je w górze naprzeciw temu co się jej objawiało. Przedmioty te w jej rękach rozplątywały się z łatwością. Następnie brała przedmioty ucałowane przez Maryję, mająć cały czas oczy utkwione w jej wizji, szła wśród tłumu oddająć te przedmioty bez pomyłki ich właścicielom. Było to wzruszające doświadczenie dla ludzi mieć z powrotem ich różaniec, medalik lub obrączkę ślubną w ten misteryjny sposób. Wielu płakało. Niektórzy mdleli.

    Podczas ekstazy dziewczynki modliły się jak nigdy dotąd. Posłuchajmy oryginalnego nagrania dwóch dziewcząt mówiących "Zdrowaś Maryjo" podczas gdy patrzyły na osobę, do której ta antyczna modlitwa jest skierowana.

    One śpiewały hymny, których się nie uczyły, a które z pomocą Maryi tworzyły wdzięczne małe dwuwiersze:

Oh Virgencita del Carmen 
Cuanto gusto nos has dado 
Con aparecerte a nos 
Con tu nino tan salado
O Panienko Karmelitańska
Jakąż to radość nam dałaś
Objawiająć się nam
Z Twoim Dziecięciem tak przemiłym.

    W końcu nadszedł 18-ty (osiemnasty) pażdziernika, dzień, w którym dziewczęta miały ogłosić długo oczekiwane przesłanie od Świętej Panienki. Był to dzień o nastroju apokaliptycznym z grzmotami i błyskawicami, zimnem i deszczem. Jednakowoż, setki ludzi zrobiło wysiłek, żeby być tam tego tak ważnego dnia. Czas mija. Wielu odchodzi. W końcu pośród sosen jest odczytane głośno orędzie tłumowi, który jeszcze pozostawał:
 
"Musimy podjąć wiele ofiar i poświęceń, wiele pokutować i odwiedzać często Najświętszy Sakrament. Ale przede wszystkim musimy wieśc dobre życie. Jeśli tego nie uczynimy to spadnie na nas kara. Kielich już się dopełnia i jeśli się nie nawrócimy to ogromna kara nas nawiedzi."

    Wielu odchodziło zawiedzionych, bo spowdziewali się czegoś więcej, ale takie było orędzie: krótkie i uderzające w sedno sprawy. Najmiłościwsza Matka powiedziała właśnie swoim dzieciom w prostych i zrozumiałych słowach co mają czynić, aby uniknąć kary Bożej, która by przekraczała wszelkie sprawiane przez człowieka utrapienia.

... 3
Kolorowy i czamo-biały film, 54 minuty.
I
II
III
IV
V
VI